Rodzice nauczają swoje dzieci, a to nauczyciele biorą 100% pensji.
Niektórzy rodzice już nie mają sił.

Prawda jest taka, że wielu rodziców pomimo epidemii nadal pracuje. Niestety rodzice zobowiązani są do odrabiania lekcji z dziećmi pomimo, że niektóre z nich mają lekcje online, które i tak nie są do końca dopracowane. Czasami podczas lekcji online nauczyciele znikają albo po prostu wysyłają im numery stron podręczników i ćwiczeń aby radziły sobie same, a wtedy to cała praca spada na barki rodzica, no bo przecież dziecko się uczy, więc samo wszystkiego nie zrobi.
Niektórym już kończy się cierpliwość, no bo ileż można mieć obowiązków? Ponadto rodzice nie są pedagogami i wytłumaczenie dziecku nawet prostego zadania może sprawiać kłopot. Pewna sfrustrowana matka miała dość czekania aż nauczyciele wypełnią plan lekcji i zaczną prowadzić zajęcia online.
Z tego co pisze Maria, jej dzieci w ciągu tygodnia mają zaledwie 2 lekcje online, co jej nie bardzo odpowiada, gdyż jest ona osobą pracującą i nie może zastępować jeszcze nauczycieli.
Wydawać by się mogło, że rodzice przywykli do tego trybu, jednak prawda jest taka, że własne obowiązki plus obowiązki nauczyciela, to za dużo na jedną osobę. Już nawet nie chcę wspominać o tym, że matka ma kilkoro dzieci w różnym wieku, które potrzebują pomocy i uwagi.
– Nie rozumiem takich wypełniaczy w planie lekcji jak godzina wychowawcza. Nauczycielka łączy się z dzieciakami na 5 minut i pyta, czy wszystko u nich okej. Potem znika. Ale moja córka musi być na takiej lekcji, bo jeśli się nie pojawi, dostanie nieobecność. Tymczasem pani wychowawczyni załatwia sprawę w parę minut i ma temat z głowy – dziwi się Paweł, jego córka chodzi do 5 klasy warszawskiej podstawówki.
Nauczyciele nie chcą wracać do szkoły, bo nauczanie online im bardzo pasuje. Nauczyciele plastyki czy muzyki zadają jedynie dziecku zadanie do wykonania i mają wolne.
– Jeszcze nie mieliśmy żadnej lekcji online. Naprawdę – zarzeka się Michał. Mieszka na wsi, ma dwie córki. Starsza chodzi do 4. klasy. Jedna z nauczycielek zapowiadała, że poprowadzi zajęcia online, ale do tej pory się nie odbyły.
– Wszystkie materiały dostajemy na maila lub przez e-dziennik, sprawdziany są w formie testów online. Z tego, co wiem, w naszej klasie wszyscy mają dostęp do internetu, więc czemu nauczyciel nie może zrobić lekcji wideo?
Zwróćcie uwagę na rewolucję, która się przypadkiem, na naszych oczach dokonała. Praca zdalna – TAK, nauka zdalna – TAK, kupowanie w necie – TAK, prasa w necie – TAK. Wszystko przyszło nagle, ale nie wywołało żadnego trzęsienia ziemi. Uważam, że to jest ogromny sukces ludzkości.
— Tomasz Kuczborski (@tomek_Q) May 12, 2020
Michał złości się, że teraz ma dwie prace. Tę za którą mu płacą oraz tę, którą musi odwalić za nauczyciela, a to on dostaje 100% pensji siedząc w domu.
Nauczyciele twierdzą, że podanie numerków stron, które dzieci mają przeczytać i wykonać mnóstwo ćwiczeń jest dla nich skończoną pracą. Wtedy to rodzic marnuje swój cenny czas, by dziecko nie zostało w tyle.
Są też i tacy nauczyciele, którzy odmawiają prowadzenia zajęć online. Pan Paweł opowiada o tym jak nauczycielka historii po wprowadzeniu obowiązku edukacji online stanowczo odmówiła nauczania. Gdy dyrekcja zaczęła na nią naciskać poszła na zwolnienie lekarskie.
Warto przypomnieć, że dzieci które nie posiadają komputerów mają możliwość wypożyczenia sprzętów ze szkoły.
Słuchałem o tysiącach dzieciaków które zniknęły z systemu szkolnictwa z powodu braku komputera i dostępu do sieci. Taka refleksja mnie przyszła, od 4 lat jest system 500+ więc nawet na raty można było to ogarnąć. Używka etc.
— Boguś Łobacz (@BogusLWAW) May 16, 2020




